wózki widłowe
pszczoły.pl->Dwumiesięcznik PasiekaSzukaj
 
W MOJEJ PASIECE ABECADŁO NAUKA W PASIECE CHOROBY W PASIECE PRODUKTY PASIECZNE ARCHIWUM  

   W numerze

Wydarzenia

W mojej pasiece

Apiterapia

Z Pasieką w świat

Kalejdoskop

Nauka w pasiece

Listy do redakcji

Historia

Felieton

Kącik kolekcjonera

W mojej pasiece
Zimowa pasieka, cz. 1.

Zima trwa. Pasieka otoczona zaspami, przykryte czapami ze śniegu ule – to jeden z najprzyjemniejszych pszczelarskich widoków. W tej przykrytej śniegiem pasiece cały czas toczy się życie. Niesamowita energia tkwi w ściśniętych w ciasne grona pszczołach. Już niedługo zaczną wychowywać pokolenia swoich następczyń, gromadzić pyłek i nektar, budować plastry.

Będą robić wszystko to, co właściwe dla ich biologii już od wielu milionów lat. Znów będą się dzielić z nami swoim miodem i przyniosą nam radość obcowania ze sobą.

Właściwe przygotowanie do zimy

Oczywiście w czasie powstawania tekstów do oddawanego właśnie w Państwa ręce egzemplarza „Pasieki” nie można było przewidzieć, jaka będzie zima. Czy ule przykryją wspomniane śniegowe czapy, czy też pogoda będzie przypominała tę z października lub listopada. Jaka by nie była, nie powinno to wpłynąć na jakość przezimowania naszych pszczół.

Wiadomo za to jaki był przebieg pogody w minionym sezonie i jakie warunki stworzyła aura do zazimowania rodzin. A końcówka lata oraz jesień, w przeciwieństwie do pełni sezonu, tym razem szczególnie nam dopisały. Przez cały wrzesień utrzymywała się prawie letnia pogoda, październik, oprócz paru zimowych dni też sprzyjał wykonywaniu spóźnionych prac pasiecznych, a listopad był wyjątkowo ciepły. Nie było więc miejsca dla sytuacji, w której pszczelarz nie zdążyłby pszczół właściwie nakarmić, zwalczyć warrozy, połączyć rodzin zbyt słabych, zmniejszyć gniazda do wymaganej objętości. Nie powinno też zbraknąć pyłku, przez całą bowiem jesień pszczoły przynosiły żółciutkie obnóża z jak nigdy dotąd długo kwitnących chwastów, gorczycy i nawłoci.

Zimowla powinna więc przebiegać prawidłowo i pszczoły powinny powitać wiosnę w znakomitej kondycji. Oczywiście jeśli wiosna się nie spóźni i przyjdzie we właściwym czasie. Niestety, niepokoje wśród braci pszczelarskiej są ogromne i ze strachem niemalże czekamy na zakończenie zimy. Jeszcze przed kilkoma laty po tak długiej i ciepłej jesieni każdy pszczelarz w spokoju przygotowywałby nowe ramki i beczki na miód, którego na pewno w rozpoczynającym się sezonie nie zabraknie. Teraz wszystko się zmieniło.

Źle się dzieje

Marna to pociecha, że zmieniło się nie tylko u nas, ale i w pasiekach na całym świecie. Masowe upadki rodzin pszczelich, syndrom, o którym nie tylko pszczelarze, ale i zwykli zjadacze chleba z miodem usłyszeli pierwszy raz przed niespełna trzema laty, spędza nam sen z powiek. Co gorsze, końca problemu nie widać i przyszłość pszczelarstwa zdaje się wyglądać nader niewyraźnie.

Problem nareszcie zwraca uwagę coraz szerszych środowisk. Mamy cykle wykładów o bardziej lub mniej prawdopodobnych przyczynach wymierania pszczół. Pojawiają się publikacje prasowe, powołano nawet komisję przy Ministerstwie Rolnictwa, której zadaniem jest stwierdzenie, czy do ginięcia pszczół przyczyniły się niektóre środki chemiczne stosowane bez umiaru w rolnictwie. Na koniec stycznia w Lubelskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Końskowoli zaplanowano konferencję, na której zagadnienie ginięcia pszczół ma stanowić jeden z głównych tematów. Jest więc zainteresowanie problemem, ale nie ma nań recepty i jak dotąd pszczelarze muszą polegać na własnych siłach.

A siły te są szczupłe. Niejeden z kolegów już dziś wie, że w najbliższym sezonie będzie musiał odbudować pasiekę, niektóry już po raz drugi. Nie każdego na to stać, a dostęp do ośrodków unijnych przeznaczonych na odbudowę pasiek jest ograniczony. Pszczelarz zakup pszczół musi zaplanować najpóźniej w połowie września – prawie rok przed sezonem! O tym, czy pasiekę musi odbudować, dowie się np. dopiero w kwietniu. Niestety, system finansowania jest tak zorganizowany, by wygodny był dla urzędników pośredniczących w transferze pieniędzy, a nie korzystających z nich pszczelarzy. I żadna w tym pociecha, że w innych dziedzinach gospodarki jest tak samo lub jeszcze gorzej.

Co jednak robić, by pasieki nie trzeba było odbudowywać? By zarówno przygotowanie pasiek do zimy, jak i zimowla przebiegały tak jak kiedyś, gdy straty zdarzały się sporadycznie, a przyczyną ich były rabunki lub zbyt mała ilość pokarmu zimowego podana przez pszczelarza? Jak dotąd nie przedstawiono kompletnej recepty na prowadzenie pasieki w epoce CCD. Recepty takiej nie ma nie tylko u nas, również w krajach, gdzie nauka i technika stoją na poziomie znacznie wyższym, pszczelarze z problemem sobie nie radzą i z niepokojem oczekują pomocy ze strony świata nauki. Zresztą nie tylko pszczelarze, przez zmniejszanie się pogłowia pszczół zagrożona jest produkcja żywności na całym świecie, zagadnienie to może dotyczyć zatem całej ludzkości.

Czy poznamy przyczyny?

Dotychczas wskazano kilka wysoce prawdopodobnych przyczyn masowego ginięcia pszczół. Przede wszystkim mogą to być choroby. Już po pierwszych upadkach pszczół w USA, na przełomie 2006 i 2007 roku stwierdzono, że w martwych pszczołach znajdują się patogeny powodujące większość znanych nam chorób. Podobny wynik uzyskano u nas na podstawie badań osypu pszczół z zimy 2007/2008, zarówno z rodzin, które przezimowały, jak i zamarłych w okresie od późnego lata do przedwiośnia. Tylko niewielki procent próbek był wolny od czynników chorobotwórczych. U większości pszczół stwierdzono jedną lub dwie choroby, a u prawie 1/3 aż trzy jednostki, podczas gdy dwie w zupełności wystarczały, by rodzina pszczela przestała istnieć.

Zwrócono też uwagę na pokarm stosowany w zimowym żywieniu pszczół oraz zatrucia pszczół środkami chemicznymi stosowanymi w rolnictwie. Okazuje się bowiem, że pestycydy stosowane w nasiennictwie buraków cukrowych mogą kumulować się w roślinie a następnie przenikać do cukru, którym pszczoły będą karmione na zimę. Do tego dochodzą „zwykłe” zatrucia, gdy pszczoły korzystają z kwitnących plantacji, na których właśnie dokonano zabiegów chemicznych w niewłaściwy sposób. Pszczoły mogą przynosić do uli wraz z nektarem i pyłkiem środki ochrony roślin, które będą zatruwać rodzinę przez dłuższy czas.

Inna domniemana przyczyna ginięcia pszczół to wprowadzanie do upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych, które następnie mogą uwalniać się do środowiska i występować już w siedliskach naturalnych. Pyłek niektórych roślin GMO może być szkodliwy lub nawet zabójczy dla pszczół. Kolejnym czynnikiem może być wprowadzanie nowych ras i linii pszczół, nieprzystosowanych do naszych warunków klimatycznych oraz zbyt daleko idące ujednolicenie populacji, spowodowane małą liczebnością stad zarodowych w pasiekach hodowlanych. Nowe choroby, nie do końca jeszcze rozpoznane – Apis ceranae i izraelski wirus ostrego paraliżu pszczół – to również nader prawdopodobna przyczyna upadków rodzin pszczelich.

Jednym słowem mamy do czynienia z informacyjnym chaosem, który pszczelarzom na pewno nie wyjdzie na dobre. Efekt takiego stanu rzeczy mógłby być nawet śmieszny gdyby nie to, że pszczoły nadal giną i pewnie ginąć będą, u wielu kolegów po raz kolejny. Nie opublikowano dotychczas kompleksowego opracowania omawiającego możliwości współdziałania wszystkich prawdopodobnych przyczyn masowego ginięcia pszczół. Tymczasem chociażby pobieżna analiza dostępnych informacji pozwala na jedne czynniki zwrócić baczniejszą uwagę, gdy inne wydają się mniej groźne. W tym miejscu godzi się przypomnieć, że „Pasieka” była pierwszym medium, które poinformowało o ...

Dalsza część artykułu w nr 1/2010 Pasieki



Sławomir Trzybiński
s.pszczola@wp.pl

«« powrót
©2003-2010 Dwumiesięcznik "PASIEKA" - portal www.pszczoly.pl